
Wyobraź sobie Myslovitz jako drużynę muzyków, która przez lata grała razem w tym samym składzie. Każdy członek, jak różnokolorowe klocki w wielkiej budowli, wnosił coś wyjątkowego. Artur Rojek był jak główny budowniczy, ten, który miał wizję, jak ta budowla ma wyglądać.
Jego odejście z zespołu Myslovitz było jak moment, gdy ten główny budowniczy postanowił zbudować coś zupełnie nowego. Nie znaczyło to, że tamta budowla była zła, ale on miał inne pomysły na przyszłość. To tak, jakby doświadczony szef kuchni, który przez lata tworzył wyśmienite dania w jednej restauracji, postanowił otworzyć własną, gdzie będzie eksperymentował z nowymi smakami.
Kiedyś Myslovitz byli nierozłączni, jak para bliźniaków jednojajowych, których głosy i pomysły splatały się w jedno. Z czasem jednak, jak to bywa w życiu, każdy zaczyna rozwijać własne zainteresowania. Artur Rojek czuł, że chce podążać ścieżką, która jest tylko jego. To jak z malarzami – jedni wolą tworzyć wielkie, epickie obrazy, inni skupiają się na drobnych detalach i portretach.
Must Read
Jego decyzje można porównać do sytuacji, gdy w ogrodzie mamy piękną, dojrzałą roślinę. Ta roślina wydała już wiele pięknych kwiatów i owoców, ale aby dać nowe, potrzebuje przesadzenia w inne miejsce. Artur Rojek potrzebował "nowej ziemi", aby jego muzyczna "roślina" mogła dalej rosnąć i rozkwitać.

To nie było rozstanie złością, a raczej naturalnym etapem w życiu artystycznym. Wyobraź sobie pociąg, który przez wiele lat jechał po tych samych torach. Nagle na rozjeździe, jeden z wagonów postanawia ruszyć w innym kierunku. Zespół Myslovitz kontynuował podróż swoimi torami, a Artur Rojek rozpoczął swoją własną, unikalną wyprawę.
Z czasem każdy muzyk w zespole, podobnie jak człowiek w życiu, szuka nowych doświadczeń. Artur Rojek czuł silną potrzebę tworzenia muzyki w nowy sposób. To jakby mieć skrzydła i czuć, że czas wzbić się w powietrze, zamiast wciąż spacerować po ziemi. Chciał eksplorować inne gatunki, inne brzmienia, które były w nim głęboko ukryte.

Kiedyś Myslovitz byli nierozerwalną całością, jak pieśń, którą śpiewali wszyscy razem. Ale każda pieśń ma swój koniec, a potem może zacząć się nowa. Artur Rojek rozpoczął swoją solową "pieśń", w której mógł śpiewać swoje własne melodie, używając swojego unikalnego "głosu". To był dla niego krok ku muzycznej wolności i samorealizacji.
Odejście Artura Rojka z Myslovitz było procesem, który dojrzewał. To tak, jakby nauczyciel, który przez lata przekazywał wiedzę w jednej szkole, postanowił otworzyć własną placówkę edukacyjną, gdzie wprowadzi swoje własne, innowacyjne metody nauczania. Jego decyzja była podyktowana pragnieniem osobistego rozwoju i artystycznej ekspresji poza ramami zespołu.